Telegram

Co u mnie? Mam dwie stałe kochanki (ale takie 6/10; z czego jedna z gigantycznymi piersiami) i za chwilę wychodzę na randkę ze śliczną, 18-letnią A. Jest słodka, urocza, ale i bardzo, bardzo zdolna. Poznaliśmy się w pracy. Ona – stażystka, ja – mentor :D Za chwilę będzie nas dzieliło 300 kilometrów, ale może coś z tego będzie? Od 2012 roku nie próbowałem nawet stworzyć jakiegokolwiek związku.

Pożądany?

Ostatnio w tramwaju ze zdumieniem doliczyłem, że PIĘĆ kobiet chciałoby w tej chwili… no cóż, mnie.

Po kolei: J., sekretarka, A. poznana w autobusie, numer dziesięć, PP, a do niedawna jeszcze A. z sylwestra i A. psycholożka.

Z różnych powodów nie chcę ja. J., numer dziesięć, PP – z nimi spałem już wielokrotnie i znudziłem się, natomiast sekretarka za bardzo się narzuca, a A. z autobusu okazała się trochę dziwna. No i obie, w sensie dwie ostatnie, mają po dziecku.

Jak bycie pożądanym wpływa na samoocenę? Otóż nieszczególnie, co odnotowuję z niejakim zdziwieniem. Dopóki nie mam swojego aniołka Victoria’s Secret, dopóty odczuwam niedosyt i niespełnienie.

Numer dziesięć

Poznałem ją blisko dwa lata temu. Mała trzydziecha, inteligentna, oczytana. Pamiętam, że były spacery, kolacje, drinki… i nic. Minęło 1,5 roku. Napisałem do niej w klimacie „co słychać”. Od słowa do słowa umówiliśmy się, że przyjadę do niej z winem.

Pod koniec drugiego wina zaczęliśmy się całować. Niezdarnie trochę, ale jednak. Gdy zrobiło nam się za ciasno na sofie, wstała, wzięła mnie za rękę i zaprowadziła mnie do sypialni.

Super było to, że wreszcie można było się rozbierać bez gierek, przełamywania oporów itp. Po prostu dwoje ludzi, którzy napili się wina i chcą to ze sobą zrobić.

Inna sprawa, że M. okazała się z tych, co to pod kocykiem i przy zgaszonym świetle. I tylko w misjonarskiej! Nie żeby mi to jakoś specjalnie przeszkadzało, bo i tak było miło, i tak było na dwa razy (albo na trzy – zależy jak liczyć), ale frapujące jest, że są kobiety, dojrzałe kobiety, dla których wypięcie tyłka jest już perwersją nie do przełknięcia.

Dziwne takie

Dwie dziewczyny – sekretarka z pracy i J., z którą się spotykałem przez wiele miesięcy – bardzo by chciały, a ja nie. Piszą sms-y, piszą na facebooku, wymyślają preteksty, by się spotkać, domagają się erotycznych masaży… a ja nic. Zbywam. Sekretarka nie jest szczupła, a ja lubię szczupłe dziewczyny, poza tym ma dziecko, więc same kłopoty… piękna J. natomiast znudziła mi się, co piszę z niejakim zażenowaniem, ale tak jest i nie jestem w stanie nic na to poradzić.

Co więcej, zainteresowanie tych dwóch w ogóle nie ma pozytywnego wpływu na moją samoocenę.

W dziwnym momencie się znalazłem.

Potrzebuję nowego rozdziału, nowych bodźców.

NUMER DZIEWIĘĆ

Brunetka poznana na sylwestrze. Okazało się, że ma 38 lat. Najpierw spotkaliśmy się na mieście i pocałowałem ją, gdy mówiła coś o spontaniczności. Trzy tygodnie później przyszła do mnie na winko. Trochę trzeba było popracować, „nie powinniśmy” i te sprawy, ale koniec końców ubrania powędrowały w dół. Tym razem bez gumki, więc doznania nieco intensywniejsze niż zazwyczaj, ale z drugiej strony był to taki seks bez historii… Zwyczajny. Wielkie piersi miała, ale i ciałka trochę za dużo. Najstarsza z wszystkich dotychczasowych. Chciała zostać na noc, ale ja nie chciałem. Z jednej strony fajnie, że podreperowany licznik, ale z drugiej strony powinienem mierzyć w coraz piękniejsze kobiety, a ta była po prostu zwyczajna.

Mój sylwester? Oh yeah

Przed sylwestrem była jeszcze wigilia firmowa. Open bar zrobił swoje i wypiłem za dużo wina. Na afterku walczyłem już o przetrwanie. Kręciło mi się w głowie, ba, nawet się przewróciłem raz czy dwa. Nie przeszkodziło to jednak słodkiej koleżance z pracy… bezczelnie mnie wyrwać. Za rękę na parkiet, tam obściskiwanie i całowanie, później powrót na sofę i dalsze obściskiwanie. Mimo że byłem już w tym momencie wrakiem człowieka.

*

Między wigilią a sylwestrem była jeszcze randka z 36-letnim rudzielcem poznanym wcześniej w pijalni. Bardzo pozytywna, wesoła dziewczyna, chyba nawet chętna, ale jakoś nie zdołałem zrobić czegokolwiek więcej poza fajną rozmową i niewinnym dotykiem. Może następnym razem?

*

Sylwester zaczął się słodko-gorzko. Poznałem rówieśniczkę, piękną, atletyczną nieco blondynkę, która na dodatek zaśmiewała się z moich żartów. I koniec końców nie wziąłem nawet numeru, sprawa się rozmyła, strasznie żałuję. Ale namierzyłem ją na Facebooku, więc nadzieja umiera ostatnia.

Lekko więc zdołowany powędrowałem na parkiet, zobaczyłem nagle zmierzającą już ku wyjściu śliczną, słodką blondynkę. Już w czapce i rękawiczkach. Wyciągnąłem do niej ręce. Uśmiechnęła się. Zaczęliśmy tańczyć. Ściągnąłem jej czapkę. To co wydarzyło się w ciągu następnych dwóch, trzech minut to była czysta magia. Jakby świat wokół przestał istnieć. Tuliliśmy się, całowali, przyspieszone oddechy, wędrujące ręce… Chwilę później pożegnaliśmy się.

Później zatańczyłem z uśmiechającą się do mnie brunetką – na oko ze 35 lat, niewysoka. Tańczyło się dobrze, a gdy wróciłem do niej po pół godzinie-godzinie, wylądowaliśmy na sofie, coby się lepiej poznać. Gdy musiałem już lecieć, wziąłem od niej numer i na do widzenia… zaczęliśmy się całować.

Koniec końców nie najgorzej.

10 lat!!!

To absolutnie niewiarygodne, ale już 10 lat sobie tu wpisuję swoje przygody z kobietami.

Jak to się zaczęło: byłem sobie 21-letnim kujonkiem ze złamanym sercem, prawiczkiem i wtem przeczytałem „Grę” Neila Straussa, zachłysnąłem się społecznością PUA i sam zapragnąłem zostać artystą uwodzenia.

Oczywiście, żadnym artystą się nie stałem, oczywiście, społeczność PUA to w dużej mierze marketing, mitomani, zakompleksieni chłopcy nienawidzący kobiet i jednocześnie desperacko ich potrzebujący, to wszystko prawda, ale jest też inna prawda: po odsianiu ziaren od plew nauczyłem się bardzo, bardzo dużo.

Ja naprawdę byłem chłopaczkiem, który myślał, że płaszczenie się przed dziewczynami, proszenie i przepraszanie, zostawanie ich przyjacielem, potulność, uległość to jest droga do ich serduszek. Ja naprawdę jeszcze wtedy nie rozumiałem, że mężczyzna ma być zdecydowany, ciekawy, pewny siebie. Ma nie zastanawiać się, „co ona sobie pomyśli”. Ma nie bać się jej pocałować. Może być czasem bezczelny. Niby podstawy, a jakoś ich intuicyjnie nie ogarnąłem.

Dzięki temu całemu PUA nabrałem doświadczenia, zobaczyłem, jak kobiety reagują na różne rzeczy, również jak zdradzają swoich partnerów i jak bardzo lubią seks.

I jeszcze nota statystyczna, bo to zawsze ciekawa rzecz:

8 – tyle kobiet wylądowało ze mną w łóżku
31 – z tyloma się całowałem

Pierwszy lepszy zdolniacha pewnie kończy studia z lepszymi wynikami i nie potrzebuje do tego PUA. Ale dla kogoś, kto w liceum zmagał się z ciężkim trądzikiem, kto do 21. roku życia się nie całował, a do 23. roku był prawiczkiem, to naprawdę coś.

Zawsze to samo

Na początku podjarka. Fascynacja. Ale laska. Nieosiągalna. Kulminacja przychodzi wraz z pierwszym pocałunkiem i pierwszym seksem. Emocje sięgają zenitu. A później jest zjazd. Nadal ją lubię, ale zaczyna mi się nudzić. Chcę nowej. Chcę znów gonić króliczka, chcę znów tych fajerwerków, kiedy rozbieram uwiedzioną kobietę. Zaczynam przekładać spotkania, wykręcać się, generalnie nie umiem zrywać, nawet kiedy nie jesteśmy razem.

Tak właśnie jest z piękną J. Teraz kiedy ona chce się ze mną pieprzyć ze trzy razy w tygodniu, ja robię uniki. To zabawne, kiedy przypomnę sobie, jak mnie kusiła i zwodziła długo (całe miesiące!), zanim to zrobiliśmy po raz pierwszy.

Z jednej strony doskonale wpływają na moją samoocenę jej orgazmy, a z drugiej… pragnienie poznania kogoś nowego jest jeszcze silniejsze. Nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek miał tkwić w jednym związku całe życie.

Kiedy patrzę na wieloletnie związki zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak, czy to oni po prostu godzą się na to, by osiąść w takiej wygodnej przyjaźni. „Nie poznałeś tej właściwej” – słyszę często, ale jakoś nie kupuję tego.

NUMER OSIEM

Piękna J. z pracy w końcu mi uległa, choć po drodze nie obyło się bez moich frajerskich fochów (James Bond by się tak nie zachowywał…).

Znów leżała u mnie nagusieńka, a ja tym razem bez pośpiechu, cierpliwie robiłem jej minetę. Po dłuższym czasie (musiałem się porządnie napracować językiem) była tak rozgrzana, że obróciła się na brzuch, wypięła tyłek i poprosiła, żebym w nią wszedł. Nie trzeba było dwa razy powtarzać.

Byłem nawet zaskoczony, że potrafiłem się kontrolować, regulować tempo, napawać tą sytuacją… słowem: że nie doszedłem rach-ciach.

Później, kiedy już ubieraliśmy się do wyjścia na miasto, zaczęliśmy się całować. Całowaliśmy się tak intensywnie, tak gwałtownie, że nagle zdarliśmy z siebie ciuchy i bez żadnej gry wstępnej kochaliśmy się raz jeszcze. To był chyba mój najlepszy seks życia.

Od tamtej pory wciąż dostaję jej nagie mms-ki i fantazje. Jednocześnie pozostaję jej kochankiem na boku.

J. jest ósmą kobietą, z którą to zrobiłem. Wiem, żaden rekord świata, ale gdyby ktoś mi o tym powiedział, gdy byłem 23-letnim prawiczkiem… nie uwierzyłbym.

Frustracja

Ech, piękna J. z pracy już leżała nagusieńka na moim łóżku, już robiłem jej dobrze ustami i palcami, a mimo to wciąż się nie przelecieliśmy wzajemnie. To już cztery miesiące jak się znamy! Dramat! Dwukrotnie była taka mokra, że zachlapała całe łóżko i wciąż nic. Tak długiego odwlekania jeszcze nie doświadczyłem. Mimo że J. wydaje się wkręcona, to nabieram podejrzeń, że może nie pożąda mnie tak, jak bym tego chciał…

Psycholożka uznała, że skoro nie chcę z nią być, to znaczy, że jestem niedojrzały i generalnie „bardzo mnie rozczarowałeś”. I już się nie spotykamy na seks. No cóż.